wtorek, 30 kwietnia 2019

Laini Taylor "Marzyciel. Strange the Dreamer"

Długo zajęło mi dotarcie do końca tej książki. Nie wiem czy jestem na siebie z tego powodu zła, czy raczej wdzięczna za to, że mogłam dłużej podróżować po marzeniach Lazla - wyjątkowego młodzieńcza o wspaniałym umyśle. Jestem w środku przygotowywania dyplomu do obrony (inżynierze czekam!) i godzina spędzona na czytaniu pociąga za sobą kolejne trzy wyrzutów sumienia. W każdym razie rozbicie w czasie lektury znacząco wpływa na recenzję, dlatego też chciałam dać Wam o tym znać.

Skoro już jestem w pełni szczera, to chyba mogę od razu powiedzieć, że będzie to tekst pełen zachwytów i westchnień. Sięgnijcie po tę książkę, to sami zrozumiecie. Jest wprost przepełniona magią, niezwykłością i takim dobrem. Ma wszystko to, czego oczekuję od dobrej fantastyki. Przejdźmy jednak do konkretów.

Lazlo jest znajdą. Chłopakiem bez nazwiska, bez rodziny, bez historii. Jedynym jego skarbem jest miłość do książek, do mitów i legend. I tym właśnie umiłowaniem do niesamowitości Strange żyje powolutku między półkami w wielkiej bibliotece królestwa Zosmy. Żyje w cieniu Złotego Chłopca, który zachwyca wszystkich wkoło nie tylko swoim wyglądem, ale również osiągnięciami w dziedzinie alchemii. Jest jednak coś, co ich różni - siła marzeń. Lazlo marzy o dotarciu do Szlochu, o odkryciu jego tajemnic, o przywołaniu na nowo prawdziwej nazwy tego wspaniałego niegdyś miejsca. Thyon Nero zaś szuka sławy, próbuje sprostać wymaganiom rodziny, czując się przy tym jak prawdziwy bóg. Gdy pewnego dnia wszystko to, przez co Lazlo przez lata musiał znosić szyderstwa staje się prawdą, chłopak nie waha się, by choć raz w życiu dać sobie szansę. Rusza w wyorawę do Szlochu z lokalnymi i naukowcami. Mimo, że gra rolę zwykłego pomagiera, nie mógłby być szczęśliwszy. Gdy docierają na miejsce, oczom wszystkich ukazuje się problem miasta, jakim muszą sprostać. Tu też poznajemy losy kolejnej postaci - Sarai, które w niedługim czasie splotą się ze snami naszego marzyciela. Czy niezwykłej drużynie z Zosmy uda się rozwiązać problem Szlochu? Czy miasto odzyska swoją prawdziwą nazwę? Jakie losy czekają Lazla? Co będzie z Sarai? Czy Thyon już zawsze będzie wypierał rzeczywiste zdarzenia?

Pytań jest mnóstwo. Odpowiedź jest jedna: przeczytajcie Marzyciela! Ze swojej strony mogę jedynie zapewnić, że naprawdę nie znam osoby, która żałowałaby lektury tej książki. Jeśli tak, jak ja jesteście fanami na wskroś magicznej fantastyki, to koniecznie, choć spróbujcie. Serwus!

czwartek, 25 kwietnia 2019

Hayley Scott "Cześć, Króliczki!"


Widzicie to słonko za oknem? To idealny moment, by podzielić się z Wami słoneczkiem w postaci opowieści o kilku wyjątkowych króliczkach i ich właścicielce. Zwłaszcza, że historia pełna jest kolorów i przygód, a to oczywiście nasze ulubione elementy układanki pod tytułem "zabawa".

Ania jest rezolutną dziewczynką, lubi uprawiać roślinki na swoim balkonie w mieszkaniu na osiemnastym piętrze wysokiej wieży. Niestety niedługo sytuacja ma zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. Mama podjęła decyzję o przeprowadzce na wieś, do jednorodzinnego domku, gdzie będą bliżej Taty. Zmiany zbliżają się nieubłaganie. Już w korytarzu stoją pudła pełne popakowanych zabawek i przyborów kuchennych, gdy do drzwi puka Babunia z prezentem dla naszej bohaterki. Zawiniątko okazuje się mieścić filiżankę trochę większą niż te klasyczne wiszące na haczykach w jadalni. Gdy przyjrzeć się bliżej okazuje się, że naczynko nie służy bynajmniej do picia herbaty, a tworzy miniaturowy domek otwierający się na dwie równiutkie części pełne oddzielnych pomieszczeń. Do zestawu dołączone są mebelki, niezbędne drobiazgi i rodzinka uroczych Króliczków. W skład naszej mini brygady wchodzi: tata - Gabriel Króliczek, mam - Bogusia Króliczek, córka - Zosia Króliczek i syn - Franek Króliczek. To nie są zwykłe figurki. Wystarczy, że człowiek się odwróci na chwilę, a one kic! wyruszają naprzeciw przygodzie. Nowy dom Ani również taką przygodą się okaże i kto wie, może prezent od Babci osłodzi dziewczynce całą przeprowadzkę?

"Cześć, Króliczki" to idealna lektura dla młodszych dzieci, które nadal ćwiczą swoją umiejętność czytania. By zachęcić czytelnika do zagłębienia się w lekturę - wszystko opatrzone jest pięknymi ilustracjami oddającymi jeden do jednego to, co właśnie dzieje się w naszej historii. A sama opowieść wypełniona przygodami, kolorami i wyjątkowościami to prawdziwa gratka dla każdego miłośnika literatury dziecięcej! 

Zatem ja wiozę moje króliczki do bratanków na weekend, a Was zachęcam do sięgnięcia po lekturę, jeśli tylko macie w domu szkraby uwielbiające niesłychane historie. Serwus!

 Za książkę i możliwość jej zrecenzowania bardzo dziękuję Redakcji Wydawnictwa Akapit Press :)

środa, 27 marca 2019

Elisa Puricelli Guerra "Papierowe serca"

Jak zacząć pierwsze zdanie, by nie było zbyt banalne, ale oddawało istotę sprawy? Może po prostu pozwolę sobie powiedzieć głośno o czymś z pozoru banalnym? O tym, że życie każdego składa się ze wspomnień dobrych i tych, o których chętnie byśmy zapomnieli, bo sprawiają tak wiele bólu. Co jednak, gdyby ból ten można było wymazać z ludzkiej pamięci? Obudzilibyście się rano szczęśliwi i spokojni, bo nie wiedzielibyście czym jest prawdziwy ból i cierpienie. Kuszące, prawda?

W takiej rzeczywistości poznajemy naszych bohaterów, a raczej w podążaniu do celu, którym jest świat idealny. Una i Dan poznają się całkiem przypadkiem, poprzez krótką wiadomość pozostawioną w nieczytanej książce w bibliotece. Od tego momentu nawet na moment nie przestają wymieniać się listami, pamiętając jednak, by nie powiedzieć o sobie zbyt wiele. Anonimowość w szkole, w której się znaleźli to absolutna podstawa, bez niej Lekarstwo może nie zadziałać. Mijają tygodnie a nasza para coraz bardziej się do siebie przywiązuje. Nadchodzi chwila, w której być może zdradzą coś więcej o swoim życiu poza budynkiem schowanym gdzieś w środku lasu. Pytanie brzmi: czy jest to właściwe posunięcie? I w ogóle, czy decyzje, które podjęli i podejmują są trafne? Może czasami lepiej byłoby dostosować się do zastałej sytuacji, nie zadawać niewygodnych pytań, a już z całą pewnością nie wybierać się na dziwnego rodzaju przygody. Jak wiadomo jednak naturą ludzką jest działać często na przekór regułom gry, więc i w tej historii nie wydarzy się inaczej. 

A teraz przejdźmy do konkretów: książkę, dzięki jej formie (wyłącznie wiadomości wymieniane między Danem i Uną) czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Czasami można poczuć, że zagląda się komuś przez ramię i nie powinno się tego robić, ale cóż trudno się powstrzymać, czyż nie? Najbardziej podobał mi się jednak klimat opowiadanej historii. W pewnym momencie chwyta za nerwy i nie puszcza do samego końca. Napięcie i oczekiwanie na zwierzenia, szczegóły i wydarzenia sprawiają, że nie odchodzi się od książki, dopóki jej się nie skończy.

Im człowiek dojrzalszy, tym lepiej zdaje sobie sprawę z tego, że każda chwila w życiu była niezbędna do ukształtowania go dokładnie takim, jaki jest. Dzięki sytuacjom, w których się gdzieś w ciągu tych kilku lat znaleźliśmy potrafimy współczuć drugiej osobie i doceniać całe dobro, które otrzymujemy od rodziny i przyjaciół. To niesamowite w jak prosty i ciekawy sposób takie wartości może przekazać raptem kilkadziesiąt książkowych stron. "Papierowe serca" szeptem rozpoczynają historię Uny i Dana. Ukazują ich samotność, fascynację, sympatię. Robią to tak subtelnie, że ledwo się orientujemy, kiedy siedzimy w pełnym napięciu, a książka krzyczy. Krzyczy, że warto żyć życiem nieidealnym, że warto zaufać drugiemu człowiekowi, że po prostu warto żyć. 

Jak pewnie już się zorientowaliście jestem naprawdę zachwycona lekturą - uwielbiam pozycje z literatury dziecięcej i młodzieżowej, które nie tylko są atrakcyjne fabularnie, ale też niosą ze sobą przesłanie, które buduje. Nie sztuką jest zasmucić czytelnika, ale sprawić, że mimo smutku będzie w stanie ponownie uwierzyć w dobre zakończenie i zamknąć książkę z myślą: "włączajcie głośno muzykę - będę śpiewał i tańczył!".

I z tym optymistycznym, zbyt może wybuchowym (ale bardzo moim) stylu kończymy dzisiejsze poczytadło. Żegnam Was w klasycznym pozdrowieniu i zapraszam za czas jakiś na kolejną dawkę recenzencką. Serwus!

 Za książkę i możliwość jej zrecenzowania bardzo dziękuję Redakcji Wydawnictwa Akapit Press :)