sobota, 16 marca 2019

SZUMIŃSKIE KONIKI - konkurs dla bibliotek


Wiosna z Konikami z Szumińskich Łąk – konkurs z nagrodami dla warszawskich szkół
i bibliotek

Wydawnictwo Akapit Press zaprasza wszystkie biblioteki publiczne i szkolne z terenu Warszawy do udziału w konkursie plastycznym wokół książki Agnieszki Tyszki Koniki z Szumińskich Łąk. August, zilustrowanej przez Mariannę Jagodę.
Konkurs jest skierowany do najmłodszych czytelników bibliotek: 8-10 latków. Prace uczniów zgłaszają bibliotekarze i nauczyciele. Prace zostaną ocenione w dwóch kategoriach:
  • nagroda główna dla biblioteki – spotkanie autorskie z Agnieszką Tyszką oraz zestaw książek autorki o wartości 100 zł: materiały promocyjne: torby, zakładki, plakaty, pocztówki
  • nagrody indywidualne dla dzieci – autorów i autorek prac konkursowych: 5 zestawów książek Agnieszki Tyszki o wartości 100 zł każdy, materiały promocyjne: torby, zakładki, plakaty, pocztówki.
Zgłoszenia oraz prace plastyczne można przesyłać do 30.04.2019.
Aby zgłosić bibliotekę do konkursu, należy wypełnić formularz i odesłać go do Organizatora.
Formularz, regulamin oraz materiały promocyjne dostępne pod poniższym linkiem, pod informacją o książce: KLIK

wtorek, 5 marca 2019

Agnieszka Tyszka "August. Koniki z Szumińskich łąk"

Dzień dobry. Dlaczego tak oficjalnie zapytacie? Ja zaś zakrzyknę z całą mocą i wytłumaczę jak części ludzi, z którymi witam się na co dzień, że nie formuła była moją intencją, a sam fakt życzenia przyjemnego dnia. Tak więc aloha i zacznijmy dzisiejsze wywody. Moja sympatia do autorki, o książce której dziś Wam nieco opowiem, rośnie wprost proporcjonalnie do ilości pozycji bibliotecznych, z którymi się zapoznaje. Koniki z Szumińskich łąk, to absolutnie miód na moje serce. August, to powieść z przesłaniem, które może zamknąć się w splocie kilku liter - życzliwość. 

By w pełni poczuć magię słowa, które będzie dziś kluczem całej interpretacji musicie przenieść się wraz ze mną do Szumina. Wyobraźcie sobie kratownicę pól ze zbożem, kukurydzą, sianem. Dołóżcie do tego kilka żwirowych dróg i stojących przy nich drewnianych i murowanych domków wraz z gospodarstwami. Wieczorem słyszycie szum świerszczy, rankiem pianie koguta. Już tam jesteście? W takim razie skierujmy się do stadniny, gdzie mieszka nasza bohaterka - Klara i jej kuc islandzki imieniem August. To już koniec lata i Klara szykuje się do nowego roku szkolnego. Pierwszego września czeka ją jednak niespodzianka - w jej klasie pojawi się nowa koleżanka, a wraz z nią cienka nić smutku i rozgoryczenia. Trudno dziwić się tym nastrojom zważywszy na przykrości, które ostatnio spotkały jej rodzinę. Całe szczęście trafiła do miejsca zamieszkanego przez mądrych ludzi, przepełnionych czystą empatią. Pomysły na pomoc Paulinie i jej mamie - Arletcie sypią się jak z kapelusza, a głównymi zaangażowanymi w działanie są Klara i jej przyjaciółka Hania. Niestety nie obejdzie się bez kilku potknięć i przeciwności losu, ale czym byłoby życie bez nich, prawda? Dziewczynki nie poddają się zatem ani na moment zaskarbiając sobie tym samym przyjaźń nowej koleżanki. Pytanie tylko czy kolejne problemy nie zniechęcą naszej drużyny, ani nie zniweczą ich wielkich planów?

Ta książka jest wprost przepełniona mądrościami, które powinny zostać przekazywane młodszemu pokoleniu. Momentami może wydawać się infantylna lub nieco zbyt idealistyczna, ale wydaje mi się, że takie odczucia są spowodowane wyłącznie rzeczywistością, w której nas zasadzono i sceptycznym nastawieniem, którego uczy nas doświadczenie złego. Być może wystarczyłoby odwiedzić Szumińskie łąki, by dać sobie szansę na marzenia o społeczeństwie, które wspiera się bezwarunkowo. Jeśli zaś nie odnajdujemy na mapie takiego miejsca, chwyćmy za "Koniki z Szumińskich łąk", bo z lektury tej książki nawet my - dorośli jesteśmy w stanie się naprawdę wiele nauczyć o życzliwości, przyjaźni i współpracy.

Ponad to moje serce skradło miejsce, w którym zamieszkała Paulina z mamą - domek babci Nadzi. Nie wyobrażacie sobie mojego zachwytu, kiedy po raz pierwszy przeczytałam to imię. Moja babcia od strony mamy miała na imię właśnie Nadzieja i wszyscy mówiliśmy o niej "babcia Nadzia". Zatem wraz z pierwszym wspomnieniem o niej w książce uderzyła we mnie ogromna fala nostalgii i już wiedziałam, że do końca lektury będę wyszukiwać każdych wspomnień o tej kochanej staruszce.  

Czy muszę pisać, że polecam tę lekturę? Chyba byłoby to zupełnie zbędne. W każdym razie mnie naprawdę poprawiła ona nastrój i dała porządnego kopniaka do pomogania innym, czego i Wam z całego serca życzę. Serwus Ludu Książki!

 Za książkę i możliwość jej zrecenzowania bardzo dziękuję Redakcji Wydawnictwa Akapit Press :)

czwartek, 17 stycznia 2019

Francesco Gungui "Amore znaczy miłość" PRZEDPREMIEROWO

W życiu przychodzi taki moment, gdy wszystko, w co do tej pory wierzyłeś, co sobie wymarzyłeś, za co dałbyś sobie rękę uciąć zaczyna obracać się przeciw tobie, legnie w gruzach pozostawiając cię w zupełnej rozterce, zagubieniu i niemałych tarapatach. Pech chciał, że pierwsze zderzenie z rzeczywistością zazwyczaj nadciąga w najmniej oczekiwanym czasie - jak na przykład koniec szkoły i pora na decyzje o studiach, albo teraz muszę skupić się na swojej rodzinie, albo przecież zawsze wspieram swoich przyjaciół. Wiecie, o co mi biega. Jestem pewna, że każdy z tutaj zaglądających ma za sobą już niejeden zwrot akcji w filmie pt. "Wreszcie rozumiem", w którym losy bohaterów robią nam z mózgu wodę i trzeba wszystkiego uczyć się od nowa. W takim momencie życia poznajemy Alice i Lucę - naszych niepokornych bohaterów, a każdy z nich przedstawi nam pewną historię z własnego punktu widzenia. 

Wszystko rozpoczyna się w Mediolanie, z którego to miasta pochodzi nasza para gołąbeczków. Rzecz w tym, że poznajemy ich w dość smutnych okolicznościach - Luca właśnie zamierza opuścić kraj, by pojechać na studia do Stanów Zjednoczonych, zaś w domu Alice ojciec traci pracę i życie całej rodziny nieoczekiwanie staje na głowie.

Każde z naszych bohaterów ma swoje demony do zwalczenia, a sytuacja, w której zastają swój związek nie pomaga w znalezieniu równowagi. Luca czuje się dalece zagubiony w nowym miejscu, źle mu, że wyjechał skłócony z ojcem, niemal ginie ratując nieznajomą z opresji w ciemnej uliczce gdzieś na przedmieściach, sam mieszka w melinie, a do tego jego studia ekonomiczne stoją pod wielkim znakiem zapytania. Alice martwi się o rodzinę - ojciec strajkuje w fabryce, mama przechodzi załamanie nerwowe, brat wydaje się równie zagubiony, co ona, do tego zamieszanie związane z gazetką szkolną i jej artykułem niespodziewanie wprowadza ją w dorosły biznes dziennikarski, który zdaje się na swojej drodze stawiać wyłącznie pułapki. Między naszą dwójką nie może być dobrze, jeśli prócz tego, co widzicie wyżej dołącza pojawienie się osób trzecich, za sprawą których ujawnia się zazdrość i uczucie zdrady. Pytanie zatem brzmi: czy poradzą sobie z przeciwnościami, a ich uczucie to przetrwa?

Ten rozdział w życiu Alice i Luci, to rodzaj domino, w którym każdego dnia przychodzi nowy upadek, nowa rozterka, nowe wątpliwości i ból. Gdy już wydaje się, że wszystko będzie w porządku i życie jakoś się ułoży, tuż za rogiem czai się kolejny cios i zagubienie. A wszystko nie tylko za przyczyną ich samym i łączącej ich więzi, ale również inny aspektów początków dorosłego życia, które bynajmniej nie są subtelne i nie dają czasu na namysł. 

Osobiście bliżej mi do Alice i momentami miałam ochotę potrząsnąć Lucą. Rozumiem sytuacje, w której się znalazł i tę jedną decyzję, która pociągnęła za sobą lawinę złych wydarzeń, ale za każdym razem miałam wrażenie, że wystarczył kubeł zimnej wody i nieco rozsądku, by wszystko przywrócić na właściwy tor. Irytowały mnie jego rozmyślania, a brak konsekwencji potwornie denerwował, ale po pewnym czasie role się odwróciły i zupełnie nie pojmowałam zachowania Alice. Być może właśnie o to chodziło? By pokazać, że każdy czasem podejmuje po prostu głupie, impulsywne działania, przez które jest mu później wstyd? Niejeden przecież w drodze do dorosłości musi się zmierzyć z własną głupotą. Szczerze mówiąc w całej historii była tylko jedna osoba, która wydawała się zwyczajnie życzliwa i w pełni skradła moje serce - Guido, ale by poznać tę postać musicie sięgnąć po lekturę "Amore...".

Jeśli tak, jak Alice szukacie definicji miłości, to ta książka może okazać się najlepszym wyborem. Historia, którą przedstawia nie jest landrynkowa - tak, jak landrynkowe nie jest samo życie. W miłości obok wspaniałości, cudowności i ideału, są również spore złoża niepewności, błędów, strachu, zmęczenia i złości, o czym przekonała się nasza para i ich najbliżsi. I nie mówię tutaj wyłącznie o miłości między chłopakiem a dziewczyną, ale również o uczuciu kryjącym się w rodzinie, przyjaźni i pasjach. Bazując na historii opowiedzianej nam przez Francesco Gungui znalazłabym jedno słowo w polskim słowniku idealnie opisujące miłość - "burza". Zjawisko to jest przecież piękne, ale jednocześnie straszne, potrafi nieść ze sobą wiele szkód, ale towarzyszy mu niezbędny do życia deszcz. Czy piszę z sensem? Mam nadzieję, że tak.


 
 Za książkę i możliwość jej zrecenzowania bardzo dziękuję Redakcji Wydawnictwa Akapit Press :)